Kup teraz
kup teraz
Kup terazkup teraz

MENU:


Kociarze.pl
  • slide1
Ale burak!

Ale burak!

Autor: Magdalena Łoś
Data dodania: 25.05.2018

Ale burak!

Autor: Magdalena Łoś

Data dodania: 25.05.2018


Jestem typem lubiącym siedzieć w domu, typowy kanapowiec. Kocyk, ciepła herbata i ulubiony serial - tak najlepiej upływają mi weekendowe wieczory. Nie dla mnie imprezy, tłoczne miejsca pełne nietrzeźwych ludzi szukających zaczepki. Wolę swój przytulony kącik. Niektórzy śmieją się ze mnie, że powinnam zacząć jeszcze rozwiązywać krzyżówki. A ja krzyżówki bardzo lubię, więc zazwyczaj obruszam się słysząc takie teksty.

Są jednak imprezy, na których trzeba się pojawić. Jedną z nich było Baby Shower, na które dostałam ostatnio zaproszenie. Bliska koleżanka jest w ciąży i miała być to forma niespodzianki dla niej. Super inicjatywa! Prezenty, upominki, gadżety dla przyszłej mamy to ogromna frajda dla wszystkich koleżanek. 

Przyjęcie udało się perfekcyjnie, a przekąski przygotowane przez dziewczyny były wyśmienite! Do gustu szczególnie przypadło mi carpaccio z…buraka. Pierwszy raz w życiu jadłam to cudo, ale po pierwszym kęsie wiedziałam, że na pewno nie po raz ostatni! Następnego dnia pojechałam do sklepu po wszystkie potrzebne składniki i postanowiłam przygotować sobie to danie jako drugie śniadanie do pracy. Doczytałam jeszcze o korzyściach dla zdrowia, jakie mają w sobie buraki, co jeszcze bardziej zachęciło mnie to działania. Na szczęście dostępne są w sklepach gotowe do schrupania więc nie musiałam poświęcać mnóstwa czasu na gotowanie czy pieczenie tych warzyw. Rano w pośpiechu, jak zwykle co najmniej o piętnaście minut spóźniona, zaczęłam przygotowania posiłku. Och, jak dobrze, że robi się go tak szybko… Inaczej na pewno nie zdążyłabym ze wszystkim, co sobie zaplanowałam tego poranka. Niestety nie zdążyłam posprzątać kuchni, więc chwyciłam swoje pudełka z jedzeniem i wybiegłam z domu w popłochu. Drugie śniadanie było tego dnia wyjątkowo udane! Dziewczyny w pracy pozazdrościły mi przekąski na tyle, by szczegółowo dopytać o przepis. Zajęta pracą nie zauważyłam, że przyszedł sms od Kacpra. Właściwie to mms, ze zdjęciem… kociej łapy. Łapy, która była cała w dziwnym kolorze. Matko! Czy Tośka skaleczyła się jakimś odłamkiem szkła? Nie, to niemożliwe, przecież nic się ostatnio nie stłukło. A może znowu pęcherz daje o sobie znak i łapka jest brudna od skorzystania z kuwety? W głowie pojawiło się sto koncepcji tego, co mogło być przyczyną zakrwawionej łapy… Dopiero po dłuższej chwili, kiedy ponownie włączyłam zdjęcie i solidnie je powiększyłam, dostrzegłam, że kolor który widoczny jest na sierści Tośki zupełnie odbiega od tego, co wydawało mi się, że widzę. Aaa no tak! Podczas robienia carpaccio, kiedy tarkowałam buraka, poleciał z niego sok. Tak pięknie bordowy, cudownie prezentowałsię na drewnianym blacie w kuchni. Na tyle pięknie, że zapomniałam wytrzeć plamę, którą zrobiłam. Tosia najwidoczniej wskoczyła na szafkę kuchenną, kiedy już wyszłam z domu, by zobaczyć czy nie zostało na niej aby coś, czym mogłaby się poczęstować. Przy okazji wdepnęła w bordową plamę soku, barwiąc tym samym swoją łapkę na soczyście buraczkowy odcień. Zaczęłam głośno śmiać się sama do siebie, a następnie zadzwoniłam do zmartwionego Kacpra, który zaniepokojony moimi słowami obserwował kotkę, czy nie dzieje się jej żadna krzywda. Kolejny raz moje bałaganiarstwo doprowadziło o tego, że włosy zjeżyły mi się na głowie, a po plecach przeszedł dreszcz. A jutro znowu zrobię sobie taką pyszną przekąskę… Tylko tym razem ogarnę kuchnię przed wyjściem z domu…


Magdalena Łoś

Magdalena Łoś - z wykształcenia dziennikarka - ukończyła Politechnikę Koszalińską, z zamiłowania fotografka i wokalistka. Miłośniczka zwierząt (według niektórych aż do przesady). Dumna posiadaczka kotki - Tosi oraz psa - Morisa, które są jej oczkiem w głowie. Każdą wolną chwilę poświęca na rozwijanie swoich pasji i aktywne spędzanie czasu we wszelkich miejscach - zarówno na działce sadząc kwiatki, w kuchni odkrywając nowe smaki, a także wszędzie tam gdzie ma do spełnienia jakąś „misję”. 

Powrót     ➝

Komentarze:

kotulek
kotulek 28.05.2018, 13:46

ha,ha ja też bym szalała gdyby mi mąż podesłał taką fotkę...pewnie bym umierała ze strachu co się stało...a nasze kochane łobuziaki wszędzie muszą wszystko sprawdzić...u mnie jest tak samo !!! pozdrawiam serdecznie i slę tulaski dla Tosi :)

rozipusia
rozipusia 29.05.2018, 16:51

No tak strachu można się najeść,ale Tosieńka musiała przecież sprawdzić blaty szafek no i sobie wdepnęła w buraka . Pozdrowienia i uściski dla Tosi