Kup teraz
kup teraz
Kup terazkup teraz

MENU:


Kociarze.pl
  • slide1
Droga pełna strachu

Droga pełna strachu

Autor: Magdalena Łoś
Data dodania: 12.01.2018

Droga pełna strachu

Autor: Magdalena Łoś

Data dodania: 12.01.2018


Mijały kolejne minuty naszej podróży do domu, a ogniste dźwięki wydobywające się z kociego transportera nie zmniejszały się, wręcz odwrotnie - ich natężenie z każdą minutą wydawało się być coraz bardziej uciążliwe.

„Co jej jest? Przecież ostatnia droga upłynęła tak dobrze?” - zadałam pytanie Kacprowi, który wzruszył ramionami, nie mniej zadziwiony całą sytuacją, niż ja sama. Próbowałam jak najbardziej spokojnym tonem mówić do Tosi, jednak to wcale nie przynosiło oczekiwanych efektów. Nie chciała wchodzić ze mną w dyskusję, którą jej proponowałam… Przed nami jeszcze jakieś sześć godzin w samochodzie, jak to przeżyjemy? I kto bardziej ucierpi - my czy Tośka? „Może za jakiś czas na tyle zedrze sobie gardło, że nie będzie miała siły już krzyczeć.” - rzucił w pewnym momencie Kacper, śmiejąc się przy tym pod nosem. Pozostało nam tylko skupić się na rozmowie, nie zważając na kocie odgłosy, co uwierzcie, graniczyło z cudem. „A może po prostu wypuść ją z tej klatki, weź na kolana, może to ją uspokoi?”. Zwariował. Naprawdę zwariował. „Chyba nie mówisz poważnie? Czy masz pojęcie co może się wydarzyć jeśli spanikowany kot wyjdzie z transportera podczas jazdy samochodem? Nie ma mowy, za dużo naczytałam się na ten temat artykułów, żeby postąpić w tak nieodpowiedzialny sposób!” - wykrzyczałam pozbawiona już resztek cierpliwości. Nie skłamałam - naprawdę zagłębiłam się w ten temat. Skutki takiego zachowania mogą być naprawdę poważne - nie możemy przecież przewidzieć co zrobi przerażony kot w takiej chwili. Oczywiście, może być tak, że spokojnie leżałby na kolanach u właściciela, ale może zdarzyć się także, że w panice wskoczy między pedały samochodowe, a wtedy nietrudno o katastrofę. Choćby nie wiem co, Tośka zostaje w transporterze. Zresztą, te jej krzyki to ewidentnie efekt niezadowolenia, a nie krzywdy czy złego samopoczucia. W pewnej chwili zapanowała totalna cisza. Czyżby Tosia ukołysana jazdą dała za wygraną i postanowiła pójść spać? Niech tak zostanie, choćby przez chwilę - jakież to kojące kiedy słychać tylko dźwięk silnika i nastrojowe ballady z głośników. Szczęście nie trwało zbyt długo - po kilkunastu minutach usłyszałam coś w rodzaju chrobotania. Spojrzałam w stronę kotki i ujrzałam… białą łapkę próbującą otworzyć drzwiczki. „O nie, tego już za wiele - nie uda Ci się to!” - pomyslałam i instynktownie odepchnęłam palcem jej pazurki, za co spotkała mnie kara w postaci sporego zadrapania. W popłochu zaczęłam szukać plastrów w torebce - jak możecie się domyślić, nie była to łatwa sprawa, jak to w większości przypadków damskich toreb. Udało się, okleiłam obolałego palca i długo nie trzeba było czekać na powtórkę akcji - tym razem postanowiłam zadziałać nieco sprytniej i użyłam zabezpieczenia w postaci mojego szalika. Owinęłam w niego moją dłoń i powolutku starałam się wsunąć kocią łapę do środka transportera. W ułamku sekundy Tośka wciągnęła mój szal do środka, skutecznie go przy tym niszcząc. „Tę złośliwość to chyba ma po tobie, co?” - w ramach rozluźniającego żartu rzucił Kacper, a mi wcale nie było do śmiechu… Z bezsilności i zmęczenia krzyknęłam na Tosię srogo, mówiąc by się uspokoiła i nie stroiła fochów. To chyba rozwścieczyło ją jeszcze bardziej, ponieważ nadal z uporem maniaka walczyła by otworzyć drzwiczki swojego plastikowego domku. Tego było za wiele, schyliłam się by zobaczyć czy aby na pewno wszystko gra i zobaczyłam, że jedno z zabezpieczeń jest już otwarte. Dokładnie w tym samym momencie usłyszałam stukot drugiego z czterech plastikowych „śrubek” od drzwiczek. Na szczęście nieopodal był przystanek autobusowy, na którym zatrzymaliśmy się by naprawić to, co Tosia nabroiła i dokładnie zamknąć klatkę. „Nie wiem co byłoby, gdybyśmy nie mieli możliwości postoju” - powiedziałam do Kacpra. Jak się okazało, chwilę później Tosia postanowiła, że w takiej niewiedzy nie może nas ot tak zostawić…


Magdalena Łoś

Magdalena Łoś - z wykształcenia dziennikarka - ukończyła Politechnikę Koszalińską, z zamiłowania fotografka i wokalistka. Miłośniczka zwierząt (według niektórych aż do przesady). Dumna posiadaczka kotki - Tosi oraz psa - Morisa, które są jej oczkiem w głowie. Każdą wolną chwilę poświęca na rozwijanie swoich pasji i aktywne spędzanie czasu we wszelkich miejscach - zarówno na działce sadząc kwiatki, w kuchni odkrywając nowe smaki, a także wszędzie tam gdzie ma do spełnienia jakąś „misję”. 

Powrót     ➝

Komentarze:

kotulek
kotulek 12.01.2018, 11:49

oj to podróż była faktycznie ciężka ...Tosiu ale z ciebie spryciara sama sobie transporterek otwierasz...:)))

Zuzia59
Zuzia59 15.01.2018, 21:57

A ja bym ją mimo wszystko uwolniła z transporterka, Tosia na zdjęciu wygląda jak niewiniątko :) i w takiej pozycji z pewnością chciała spędzać podróż na tylnym siedzeniu samochodu :)