Kup teraz
kup teraz
Kup terazkup teraz

MENU:


Kociarze.pl
  • slide1
Niezaplanowany zwrot akcji

Niezaplanowany zwrot akcji

Autor: Magdalena Łoś
Data dodania: 19.01.2018

Niezaplanowany zwrot akcji

Autor: Magdalena Łoś

Data dodania: 19.01.2018


Wjechaliśmy na autostradę - w końcu! Jazda krętymi, górskimi drogami nie należała do najprzyjemniejszych. Może to właśnie był powód zniecierpliwienia i złości Tosi? Wszystkie nierówności, zakręty i inne niedogodności to ona odczuwała bowiem najbardziej.

„Cztery i pół godziny do domu - jakoś dotrwamy” - powiedziałam próbując wyluzować się w samochodowym fotelu. Mogłam ugryźć się w język, ponieważ dosłownie kilka minut po moich słowach ujrzałam dwie kocie łapki w otworze między drzwiczkami, a górą transportera. To był ułamek sekundy, kiedy z niewiarygodnie wielką siłą, Tosia jakby wciągnęła do środka drzwiczki. „Kacper, ona to otworzyła!” - krzyknęłam spanikowana. Serce zabiło mi mocniej, a po plecach przeszedł dreszcz. Próbowałam naprawić klatkę, jednak bezskutecznie. Kocia mordka prześlizgiwała mi się przez dłonie, kiedy próbowałam zatrzymać ją w środku. „Chwyć ją mocno za kark i próbuj utrzymać w środku. Zaraz znajdę jakiś parking, albo stację benzynową i zatrzymamy się, spokojnie.” - odpowiedział Kacper. Spokojnie? Cierpnie mi ręka, łzy napływają do oczu, a w głowie rodzą się najczarniejsze scenariusze… Kocie krzyki się nasilały, a ja resztkami sił trzymałam kotkę, czując jak z każdą minutą coraz bardziej łapie mnie w dłoni skurcz. Nie dam rady, poddaję się. Zdecydowanym ruchem, trzymając za kark Tośkę wyciągnęłam Tośkę z transportera i usadziłam na kolanach. Tak będzie łatwiej mi ją utrzymać, niż w wykręconej pozycji jaką miałam przed chwilą. Usadowiona na moich nogach Tośka nagle zamilkła. No tak, dopięła swego - chciała wyjść i wyszła… Spojrzałam na nawigację. Do celu nadal mnóstwo czasu, jakieś cztery godziny z kotem na kolanach. Nie ma szans, musimy coś wymyślić. „Kacper, niedługo będziemy chyba przejeżdżać obok większej miejscowości, więc musisz zjechać z autostrady. Zaraz znajdę w Internecie jakiś sklep zoologiczny, w którym kupimy nowe nosidło dla Tośki.” - powiedziałam stanowczym tonem, by Kacper nie miał możliwości podważenia mojego pomysłu. Nie było bowiem innego rozwiązania niż to. Wpisałam w nawigację słowo klucz i czekałam na wynik… Miałam wrażenie, że trwa to całe wieki… Trzynaście kilometrów. Lepsze to niż kolejnych trzysta z kotem na kolanach. To było najdłuższe trzynaście kilometrów w moim życiu. Koty w momencie silnego stresu bardzo mocno gubią sierść, więc możecie wyobrazić sobie w jakim stanie były moje jeansy i sweter. Można by ulepić drugiego kota z tego, co miałam na swoich ubraniach… Dojeżdżamy - naszym oczom ukazało się wielkie centrum handlowe. Miną kolejne minuty, kiedy znajdziemy upragniony zoologiczny. „Kacper idź sam, ja potrzymam Tośkę. Tylko zadzwoń jaki jest wybór, żebyśmy razem wybrali coś porządnego, nie tracąc przy tym majątku.” Z napięciem oczekiwałam na telefon z wiadomością, jakie rodzaje nosidełek są dostępne. Dzwoni! Szybko poszło. Odbieram. „Wiesz Madzia, trochę tu tego jest, są takie materiałowe, plastikowe albo wiklinowe. To jaki wziąć?”. Niewiele się dowiedziałam. To nie są informacje dające możliwość szybkiego wyboru. Na to wszystko z tylnego siedzenia odezwała się moja babcia, która dzielnie znosiła całą sytuację. „Może daj mi Tośkę, przytrzymam ją, a Ty idź do Kacpra wybrać odpowiedni transporter, żeby się chłopakowi nie oberwało, że kupił nie taki, jak chcesz.” No cóż, babcia zna mnie całkiem dobrze, skoro zaproponowała takie rozwiązanie. Pobiegłam więc otulona w kocią sierść do centrum handlowego na ratunek. Pani ekspedientka usłyszawszy naszą historię zdecydowała udzielić się nam rabatu na wybraną torbę. Wybraliśmy materiałową wersję, ponieważ w innym przypadku dostępne były tylko takie same plastikowe domki z jakim poradziła sobie Tośka. Nie mówiąc już o kolosalnych cenach za inne modele. Podarowałam sobie komentarze o tym, że mogliśmy kupić, jak chciałam, przez Internet już przed wyjazdem. Nie potrzebnych było nam już więcej emocji. Szybkim krokiem wróciliśmy do samochodu i zapakowaliśmy kotkę do jej nowego nabytku. Przypięliśmy owe cudo pasem bezpieczeństwa i ruszyliśmy w dalszą podróż. Tosia miała z boku okienko, przez które z ogromną ciekawością mogła poobserwować to, co dzieje się za oknem. I wiecie co? Do końca drogi była cicho. Co prawda co jakiś czas kontrolnie sprawdzała czy nie da się pazurkami otworzyć klapki od torby, ale nie miało to już znaczenia. W końcu wszystkim było dobrze… 


Magdalena Łoś

Magdalena Łoś - z wykształcenia dziennikarka - ukończyła Politechnikę Koszalińską, z zamiłowania fotografka i wokalistka. Miłośniczka zwierząt (według niektórych aż do przesady). Dumna posiadaczka kotki - Tosi oraz psa - Morisa, które są jej oczkiem w głowie. Każdą wolną chwilę poświęca na rozwijanie swoich pasji i aktywne spędzanie czasu we wszelkich miejscach - zarówno na działce sadząc kwiatki, w kuchni odkrywając nowe smaki, a także wszędzie tam gdzie ma do spełnienia jakąś „misję”. 

Powrót     ➝

Komentarze:

rozipusia
rozipusia 24.01.2018, 18:16

Ale z przebojami Tosia dojechała do domu :) Tosia wystraszyła się tych zakrętów i nierówności i spanikowała i tak dobrze zniosła taką podróż,pozdrowienia

Zuzia59
Zuzia59 27.01.2018, 17:49

To prawda, stres powoduje że nasze kociaki zrzucają mnóstwo sierści, znam ten ból kiedy po podróży z moimi kociakami jestem oblepiona siercią, a samochód trzeba odkurzać. Cieszę się ,że dalsza część podróży była już udana.